Kobieca literatura o naszych problemach – seria o Lou Clark od Jojo Moyes // Zanim się pojawiłeś, Kiedy odszedłeś, Moje serce w dwóch światach [opinia]


Jojo Moyes zyskała ogromną popularność dzięki książce Zanim się pojawiłeś. A może nawet popularność ta przyszła dopiero, gdy w salach kinowych rozpoczęto seanse z ekranizacją tej powieści z Emilią Clarke i Samem Claflinem w rolach głównych? Jedno jest pewne – Jojo to aktualnie jedna z najbardziej rozchwytywanych pisarek tworzących literaturę skierowaną do kobiet. O czym jest wspomniana seria z Lou Clark, dlaczego wydano Kiedy odszedłeś i Moje serce w dwóch światach, czyli jej kontynuacje i jakie są moje wrażenia po całej trylogii?



Z Zanim się pojawiłeś po raz pierwszy zetknęłam się równo dwa lata temu. Zaczęłam od ekranizacji, bo Sam Claflin, a potem przeczytałam papierowy pierwowzór. Nasze spotkanie było niezwykle gorące i pełne gwałtownych i sprzecznych uczuć. Seria dotyczy bowiem młodej Lou, której nową pracą ma być opieka nad Willem. Chłopak z niepełnosprawnością był swojego czasu niezłym Casanovą i dupkiem, kochał zabawę i sporty ekstremalne. Na wskutek wypadku został sparaliżowany i resztę życia musi spędzić na wózku. Zadaniem Louisy staje się nie tylko przygotowywanie mu posiłków i podawanie leków, ale również pokazanie mu nowego sposobu patrzenia na świat i obudzenie radości z życia. Mogłabym tu teraz głośno krzyknąć "faaaaaail".


Mimo że na filmie zryczałam się jak głupia, bo wizualne bodźce zawsze działały na mnie w bardziej emocjonalny sposób, niż tekst, miałam do filmu wiele zastrzeżeń, które rozwiała późniejsza lektura. Film, z oczywistych względów, musiał pominąć kilka wątków, których jednak odrzucenie poważnie zmieniło wydźwięk adaptacji. Przede wszystkim produkcja prezentuje ten szczęśliwszy wycinek z życia Willa i nie widzimy jego prawdziwego cierpienia, które dokładniej naświetlone zostało w książce. Bez tych kilku odpowiednio działających zdań widz nie może zrozumieć decyzji, jakie bohater podejmuje. Niepełnosprawności zostają nadane mroczne barwy bez wyjaśnienia indywidualności i że wszystko to powinno opierać się na studium przypadku i nie jestem pewna, czy osoby chore nie odebrałyby tego jako skoro nie mogę robić tego, co wszyscy, to nie ma sensu żyć. Podobnie nie możemy zrozumieć charakteru Lou, jej specyficznego zachowania oraz faktu, dla którego cała rodzina to na jej barki kładzie konieczność zarabiania na resztę rodziny. Dopiero powieść wyjaśnia sytuację dziewczyny oraz jej przeszłość. Patrząc w ten sposób, mimo mojego uwielbienia do Sama do wersji kinowej Me Before You, książka wypada o wiele lepiej – bardziej logicznie i racjonalnie.

A potem stało się coś dziwnego. Kiedy ja i wiele innych osób uważało, że Zanim się pojawiłeś stanowi pewnego rodzaju zamkniętą całość okazało się, że seria o Lou Clark jest trylogią. Bardzo długo twierdziłam, że nie sięgnę po kolejne tomy, że na pewno jest to rodzaj ciągnięcia historii na siłę, bo niby co takiego Moyes mogłaby jeszcze wymyślić, by nie stało się to odgrzewanym kotletem. Ale przełamałam się. Spróbowałam. Sięgnęłam po Kiedy odszedłeś, a zaraz potem po Moje serce w dwóch światach by sprawdzić, czy w powstaniu trylogii tkwił jakiś sens.


Główne pytanie brzmiało: o czym? O czym mogły być kolejne tomy książki, która zakończyła się w taki sposób. Czy będą to ciągłe wspominki, podróżowanie tropem Willa i robienie z tego bullet journal? Otóż nie. Faktycznie wciąż śledzimy losy Lou, której życie całkowicie się zmieniło. Możemy obserwować, jak wydarzenia z poprzedniej części na nią wpłynęły, jak dziewczyna wydoroślała i inaczej patrzy na świat, jak wciąż odnosi się do tego, czego nauczył ją pracodawca. Jednocześnie musi żyć dalej i wykorzystywać to, przed czym stawia ją Ten Ktoś Na Górze. Moyes, mając gdzieś z tyłu głowy konieczność nawiązywania do przeszłości, tworzy całkiem nowe historie – wprowadza nowe postaci, miejsca, wątki, a każdy tom porusza coraz to nową problematykę, nie ograniczając się jedynie do przedłużania opowieści o niepełnosprawności.

Kiedy odszedłeś skupia się na sprawach związanych z terapią i psychiką człowieka, ze środowiskiem, z rodziną, z różnicami międzypokoleniowymi i próbami wzajemnego zrozumienia, z miłością, małżeństwem i rodzicielstwem. To także tu występuje pierwsza próba ułożenia sobie na nowo życia tak, by nie sugerować się wciąż przeszłością, co dla Lou będzie wyjątkowo trudne. Gdy na horyzoncie pojawi się nowy, zainteresowany nią mężczyzna, ale także element niezwykle powiązany z Willem, dziewczyna niekoniecznie będzie radziła sobie z rozdzieleniem tych dwóch rzeczy i wybraniem priorytetów. Nie spodziewałam się też, jak wiele zaskoczeń przyniesie mi ten tom, jak wiele razy będę zastanawiać się, jakim cudem się czegoś nie domyśliłam, dlaczego tego nie zauważyłam i jak autorka mogła wyprowadzić mnie w pole.
Moje serce w dwóch światach podobało mi się nieco mniej, może też dlatego, że było odsunięciem się od Willa, jednocześnie dyskretnie powtarzając ten sam, znany nam już motyw. Lou jeszcze raz stanie przed wyzwaniem; czeka na nią nowa praca, ponownie polegająca na opiekowaniu się drugą osobą. Tym razem jest to kobieta cierpiąca na depresję. Możemy obserwować, jak zmieniło się zachowanie Lou na przestrzeni poszczególnych tomów, o ile lepiej radzi sobie w kontaktach międzyludzkich, ale nie było tu wydarzeń, które wywarłyby na mnie tak duże wrażenie, jak zrobiły to poprzednie części. Moje serce... było bardziej ustabilizowane, spokojniejsze, powróciło do tematu pracy i choroby, dodało związek na odległość, odnalezienie się w nowym środowisku, elementy romansu, zdrady, nawet sztuki, a smaczku całości nadał wątek polskości – chociaż, nie ukrywam, dość ciężko czytało się wyrażenia przetłumaczone z angielskiego na polski, które miały prezentować łamaną angielszczyznę mieszającą się z polskimi słowami.



To chyba oczywiste, że pierwszy tom zrobił na mnie największe wrażenie – najbardziej sponiewierał emocjonalnie, zaskoczył i zapadł w pamięć. Pozostałe dwa tomy nie wywołują efektu wow, nie są też koniecznym elementem do pokochania całej historii. Wydaje mi się jednak, że jeśli ktoś związał się z Lou lub też opowieść snuta w pierwszym tomie jest mu w pewnym stopniu bliska, powinien zapoznać się z pozostałymi by zobaczyć, jak ta młoda kobieta poradziła sobie z trudnościami, które mogą spotkać również nas. Jednocześnie dzięki temu, że każda część porusza nieco inną tematykę, czytelnicy mogą znaleźć coś dla siebie jeśli nie w pierwszej, to w drugiej lub w trzeciej. Nie dziwią mnie więc opinie, że dla każdego inny tom jest ulubieńcem, bo w zależności od naszych własnych przeżyć możemy utożsamić się z inną postacią i sytuacją, jakie spotykają Lou. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo brakowało mi tego typu literatury kobiecej – lekkiej, bez wielkich plot twistów, ale pokazującej małe kłody rzucane nam pod nogi przez los i prezentującej wszystkie odcienie szarości życia zwykłego człowieka oraz konsekwencje naszych działań, które nigdy nie są tylko białe lub czarne. Talent do tworzenia opowieści, w których odnajdzie się każda kobieta – to z pewnością posiada Jojo Moyes.