Scena z Dirty Dancing nas połączy, czyli The BookTok Deal. Umowa Stoi – Maddie Pawłowska

the booktok deal umowa stoi maddie pawłowska recenzja

The BookTok Deal to jedna z tych książek, którą podzieliłabym na dwie niezbyt równe części i oceniła każdą z nich oddzielnie.

Zaczyna się jak blogowy fanfik, w którym będzie słodko i popkulturowo, bo oto ona, Pola, Polka mieszkająca w Amsterdamie, content creator na TikToku (a wręcz BookToku), zawrze pewien układ ze swoim życiowym nemezis, przystojnym Julianem. Układ, w ramach którego ta dwójka zacznie nagrywać do social media romantyczne wideo inspirowane najpopularniejszymi rom-comami. Czy muszę mówić, jak potoczy się dalej ta historia?

Cóż, teoretycznie tak.

Bowiem owszem, Julian to jeden z tych bad boy'ów, co to dłonią obłożoną pierścieniami dotknie policzka dziewczyny i tuż przed romantycznym pocałunkiem zarzuci tekstem "wiem, że chcesz, ale tego nie dostaniesz". I oczywiście iskry będą lecieć, jak nam bohaterowie odtworzą Dirty Dancing czy hot scenę z Plotkary (a tych popkulturowych odniesień będzie tu wiele) – mimo że hej, czy to nadal jest kontent książkowy, skoro odnosimy się do filmów i seriali...? I owszem, nasze enemies to lovers musi zmienić się w lovers, bo inaczej nazwa tego motywu nie ma sensu. Tylko że wokół tych ciągłych podchodów kręcimy się przez pierwszą połowę książki (udolnie, czy też nie, zaraz do tego przejdę), by na sam koniec uderzyć w poważniejsze tony, odnieść się do poczucia straty, kwestii przyjaźni, przemocy domowej i te wszystkie wątki wyjaśnić i zamknąć w jednym rozdziale. Przede wszystkim miałam wrażenie, jakbym czytała dwie różne książki. Bo po długim slalomie wokół romansu i "kocham-nie kocham" wyskoczenie z ujawnieniem orientacji jednej z postaci po to, by za chwilę ją zanegować, było co najmniej zaskakujące.

[SPOILER: START]

Przeanalizujmy fragment, w którym Julian zdradza, że przez całe życie uważał się za osobę aseksualną (co byłoby naprawdę niezłym zagraniem, biorąc pod uwagę niechęć jego ojca do społeczności LGBT+ oraz faktu, że chłopak faktycznie tylko odgrywa romantyczne sceny i nic się za nimi nie kryje), ale w momencie ujrzenia Poli dotarło do niego, że jednak może się w nim obudzić pragnienie (to trochę tak, jakby gej zakochał się w dziewczynie – czy to znaczy, że laska przypomina faceta, czy że jest taka super, że koleś zmienił dla niej orientację?). Więc, po pierwsze, mamy aseksualność, która od razu zostaje zanegowana przez samego bohatera ("bo myślałem, że nie umiem odczuwać pociągu, a potem odczułem go do ciebie"). Jasne, można by tutaj myśleć o demiseksualności, czyli o przypadku, gdy Julian jest w stanie nawiązać romantyczną relację tylko z osobą, z którą łączy go silna więź – tylko czy wtedy ten pociąg obudziłby się na sam widok tej dziewczyny? Nie sądzę. Jedyna podkładka, którą można się wybronić to fakt, że nasza para zna się od dziecka, że ta teoretyczna relacja nawiązywała się przez lata. A jednak parasol i spektrum aseksualności są szerokie i różnie można funkcjonować. Przynajmniej ja tak sobie tłumaczę, bo lubię wierzyć autorom i wszystkich wokół usprawiedliwiać.

[SPOILER: KONIEC]

Tylko że w ogóle cała emocjonalność w The BookTok Deal polega na tych lecących między bohaterami iskrach oraz na wmawianiu nam, że są wrogami, więc be, nie wolno. My nie widzimy ich wrogości, nam się o niej tylko powtarza. Natomiast magnetycznego przyciągania mamy mnóstwo, ale chyba sama Pola go nie rozumie i silne bicie serca interpretuje jako głęboko skrywaną nienawiść. Julian natomiast to chyba ten typ chłopaka, przy tekstach którego w wieku 15 lat piszczałabym dźwiękami delfina, natomiast dziś widzę w nich jaskrawe red flagi, bo chyba już wyrosłam z myślenia, że bad = romantico.

No i potem wbija część druga, w której – jak przystało na typowe new adult – musi się okazać, że chłopak ma jakąś mroczną przeszłość; i teraz każda postać będzie odpychać od siebie inne, dla ich dobra, bo przecież nie można ich skrzywdzić. I polityka i przeszłość i rodzina i w ogóle robi się z tego drama na dramie. I nie, to nie jest złe. Tylko że jest to całkiem inne od tych lukrowanych 3/4 książki. I jak się czyta, to się czyta. I jest spoko. A potem następuje ta nagła zmiana ciężkości, przez co wyraźniej czujemy zgrzyt, że halo, chyba przeskoczyliśmy do innej powieści. Bo naprawdę miałam wrażenie, że The BookTok Deal się skończyło, patrzę, a tam jeszcze 1.5 godziny audiobooka. Ale to było takie pospieszne, dramatyczne półtorej godziny, w trakcie której musiało się wydarzyć wszystko co złe, nagłe, smutne i niespodziewane (a można to było wprowadzać w trakcie lektury, zwyczajnie od czasu do czasu przerywając różowe umizgi).

Podsumowując, The BookTok Deal jest trudną do oceny powieścią, bo jedne elementy tracą w momencie pojawienia się innych. To dość wattpadowa (i czuć to w strukturze), new adultowa historia pełna popkulturowego i gorącego romansu (są lekko spicy sceny), w której jakoś pod koniec zorientowano się, że trzeba zacząć dążyć do brzegu, więc zaplączmy i rozplączmy to, szybko-szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu. Jak się nie analizuje i z perspektywy czysto rozrywkowej: takie 4 na 5 gwiazdek. Jeśli już próbujemy się wczuć: 2/5