
Śmigus-Dyngus to chyba najlepszy moment, żeby porozmawiać o wodzie. I o przystojnych aktorach. A najlepiej – o przystojnych aktorach w wodzie.
Woda w filmach potrafi pełnić bardzo różne funkcje. Czasem jest tylko romantycznym tłem, gdy zakochana para tarza się po piasku na plaży (patrz: Mamma Mia!), innym razem staje się niemal pełnoprawnym bohaterem widowiska katastroficznego (2012, Titanic). Zazwyczaj jednak nie dostaje za to gaży. Może co najwyżej załapać się do tytułu (Fala, Sztorm, Powódź) – i to już jest jej moment chwały.

Warto też zauważyć, że kiedyś w wodzie zdecydowanie częściej eksponowane były kobiety. Wiadomo – „estetyka”, „zmysłowość” i te sprawy. Ale wraz z odkryciem przez twórców, że to jednak najczęściej damska część widowni zafunduje darmową promocję nowemu serialowi wzdychając do plakatów z męskimi klatami, a scena z mokrą koszulą przyklejoną do męskiego torsu za chwilę trafi na tiktokowe edity (Bridgertonowie), szybko zaczęli w produkcjach umieszczać sceny i kadry, które faktycznie będą miały szansę ponieść się echem po popkulturowych i fandomowych zakątkach internetu.
Bo jedno jest pewne.
Aktorzy w wodzie wyglądają dobrze.
Zazwyczaj.

Od tej zasady są oczywiście wyjątki. Weźmy Titanica. Kiedy Jack tonie, raczej nie robi tego z myślą o tym, jak prezentuje się jego mokry podkoszulek. Leonardo DiCaprio może i stara się wyglądać dobrze, ale umiera – to jednak trochę inny priorytet niż „czy dobrze układają mi się włosy”. A i tak ktoś mu je ułożył.

Piraci to z kolei zawód nierozerwalnie związany z wodą. Problem w tym, że piraci zazwyczaj nie słyną z przesadnej dbałości o wygląd. Woda im więc specjalnie nie pomaga. Owszem, ekipa z Piratów z Karaibów potrafi wyglądać całkiem nieźle, ale umówmy się – bywa różnie i nie zawsze jest to widok… apetyczny.

Woda nie musi zresztą oznaczać morza czy basenu. Deszcz też się liczy. Jedną z najbardziej ikonicznych scen w deszczu pozostaje ta z Deszczowej piosenki. No i oczywiście — wszystkie pocałunki w deszczu. Absolutna klasyka kina.

A skoro o romantyzmie mowa — nie sposób pominąć Bridgertonów. Sceny w wodzie (czy to w jeziorze, czy w ogrodowych fontannach, albo i w wannie) są tam wręcz stworzone pod „aesthetic spicy edit”. Mokre koszule, rozpięte kołnierze, napięcie wiszące w powietrzu – wszystko to działa dokładnie tak, jak powinno. I nie oszukujmy się: gdy Luke Thompson albo Jonathan Bailey pojawiają się w takich okolicznościach przyrody, fabuła na chwilę schodzi na dalszy plan.

Są też produkcje aktorskie mniej… oficjalne. Takie kręcone telefonem, często przy okazji akcji charytatywnych. I choć idea jest szczytna, nie da się ukryć, że Ice Bucket Challenge przyniósł światu nie tylko pomoc, ale i całą kolekcję estetycznych i bardzo satysfakcjonujących nagrań. Bo jeśli już zmoknąć — to z klasą i na własnych warunkach.
.webp)
A jeśli jakiś aktor nie miał szczęścia dostać w swoim filmie żadnej sceny „na mokro", to może spróbować sam sobie taką zaaranżować, np. przy okazji sesji fotograficznych.

A na zakończenie — kilka mokrych przykładów.
Tak dla popatrzenia.


.webp)






Zaobserwuj!